Co w tym złego, jeśli odrzucimy „Jeden kraj, dwa systemy”?

[tvideo type=”youtube” clip_id=”KnByFZhf7VY”]

Analiza problemu na podst. artykułu. Wong On-yin w HKEJ.

W trakcie wigilii 4 czerwca, upamiętniającej rocznicę krwawego stłumienia powstania studenckiego na Placu Tienanmen w Pekinie w 1989 roku, zapewne za zgodą organizatorów i przy aplauzie zgromadzonego tłumu, grupa studentów podpaliła mini konstytucję Hongkongu tzw. Basic Law.

Głosy domagające się zmian Basic Law nie są niczym nowym a społeczność studentów od lat kwestionuje wiarygodność zarówno Basic Law jak i Sino-British Joint Declaration (traktatu z 1984 roku, na podstawie którego przekazano Hongkong Chinom).

W obliczu klęski reform sposobu wyboru szefa rządu w parlamencie Hongkongu, wszystkie siły zaangażowane w walkę, przygotowują się do kolejnego starcia a powyższy akt domagający się zmian konstytucji Hongkongu, może być jego częścią.

Na pandemokratów czyli opozycję prodemokratyczną spadło całe odium Ruchu Parasolek a ich popularność (tj. pandemokratów) oraz wiarygodność w ostatnich miesiącach znacznie spadły. By to zmienić pandemokraci zaangażowali się intensywnie w polityczne reformy, choć na niedawnym spotkaniu w Shenzhen, zostali dotkliwie upokorzeni przez przedstawicieli rządu Chin, którzy nie dość że odrzucili jakiekolwiek ustępstwa wobec pandemokratów to zagrozili im srogimi konsekwencjami w przypadku zawetowania reform w parlamencie.

W obliczu wzrostu frakcji radykalnych, pandemokraci zmuszeni będą teraz do radykalizacji działań by odzyskać utraconą pozycję a nawoływanie do zmiany mini konstytucji może być jednym z elementów walki.

I tu pojawia się pytanie, czy formuła „jeden kraj, dwa systemy” jest rzeczywiście tak dobra dla nas?

Dla bogatych i uprzywilejowanych niewątpliwie tak, lecz dla większości młodych ludzi bez szans na prawdziwą demokrację, komfortowe mieszkanie i dużą karierę, odrzucenie powyższej formuły nie będzie miało wielkiego znaczenia.

Rewolucja Parasolek pokazała, że mieszkańcy Hongkongu nie boją się radykalnych działań i rządu Hongkongu. Co ważne, każdy może zainicjować nowe ruch, nowe działania i znaleźć się w centrum uwagi. Pojawił się czas nieustraszonych, w którym nie ma miejsca dla ludzi o słabych nerwach i obłudnych polityków.

Co do porażki reform w parlamencie nie ma chyba nikt wątpliwości, podobnie jak do postępującego radykalizmu społeczeństwa. Spalenie konstytucji Hongkongu jest w rzeczy samej niczym szczególnym, i co z tego, jeśli odrzucimy „Jeden kraj, dwa systemy”? (tu w domyśle wystąpimy na drogę prowadzącą do uzyskania lub zwiększenia niezależności Hongkongu od Chin).