Nie kocham Chin, i co z tego?

„Nie kocham Chin, i co z tego?” – oburza się Yoyo Ko Wai-yin publicystka Apple Daily, poirytowana słowami ikony hongkońskiej demokracji Martina Lee, który publicznie zapewnił, że większość Hongkończyków jest patriotyczna, w domyśle kochająca Chiny.

(…) „Państwo i partia są nierozłączne we  współczesnych Chinach. Tak jak  yin-yeung* w cha chaan teng, pisze Yoyo Ko Wai-yin, gdzie herbata z mlekiem jest nierozdzielna od kawy. Ja tylko kocham kawę, nie herbatę, lecz co mam to yin-yeung, i taka jest rzeczywistość”.

(…) „A jeśli nie lubię ani herbaty, ani kawy, a na pewno nie yin-yeung, czy mogę? Wolny człowiek ma prawo wyboru czy coś lubi czy nie. Nie kocham ani pięciotysięcznego ciężaru historycznych Chin, ani rządów jednej partii w Chinach. W porządku?”.

*Yin-yeung: napój serwowany w restauracjach cha chaan teng w Hongkongu, ulubiony przez wielu Hongkończyków. To mikstura mocnej herbaty z mleczkiem i kawy.

[divider_line]

Od wielu już miesięcy komentuje się w Hongkongu (choć na ogół krytykuje), wymóg chińskiej partii komunistycznej by przyszły szef rządu Hongkongu kochał nie tylko Hongkong ale także Chiny. Oczywiście wg. partii wszyscy mieszkańcy Hongkongu powinni kochać Chiny, rzecz to dla nich święta i nie ulegająca dyskusji. A ci co nie kochają, najlepiej będzie gdy opuszczą Hongkong.